Relacja z koncertu Angelo we Wrocławiu 
Posted by: Anka on Sun, 14 October 2007 15:25:14 (3917 Reads)
13 października 2007 roku w klubie Madness we Wrocławiu odbył się trzeci solowy (a drugi w tym roku, po czerwcowym występie w Krakowie) koncert Angelo w Polsce. Obecna trasa, choć formalnie będąca kontynuacją tej z maja i czerwca, różni się jej pierwszej części przede wszystkim innym doborem utworów, a w szczególności obecnością niepublikowanych utworów zwiastujących przyszłoroczny album Angelo. Oczywiście na koncercie nie zabrakło także nas, zatem w najbliższych dniach możecie się spodziewać trochę nowych materiałów.
Po dwóch koncertach w Krakowie, tym razem przyszła pora na wrocławski klub Madness z jego postindustrialną atmosferą. Choć otoczenie klubu nie zachwycało, myślę, że sam klimat w środku był całkiem niezły. Jedynym mankamentem, z technicznego punktu widzenia, było dość słabe oświetlenie — brakowało trochę porządnych, kolorowych koncertowych świateł, nie mówiąc o tym, że czasem światła były niemal zupełnie wyłączone, a zespołu prawie nie było widać.
Zacząć należy chyba od tego, że Angelo był naprawdę bardzo, bardzo chory, stąd np. zamieszanie z godziną rozpoczęcia koncertu (Angelo planował się jeszcze przed nim przespać, żeby być w lepszej formie) i wahania co do ewentualnego backstage. Warto wspomnieć, że dzień wcześniej, po koncercie w Poczdamie, nie dał rady spotkać się z publicznością po występie, a wczoraj czuł się jeszcze gorzej. Jak się jednak okazało, jak zwykle entuzjastyczne przyjęcie muzyków dodało mu niesamowitej energii i myślę, że gdyby nie jego własne marudzenie ("My voice is so fucked today!"), pewnie nikt by nie zauważył niedyspozycji. W końcu mała chrypka była nawet bardziej rockowa :) Sam Angelo wiedział zresztą od początku, że co jak co - ale o śpiewanie w Polsce martwić się nie musi, bo w końcu Polska publiczność śpiewa nawet utwory z nieopublikowanych jeszcze płyt, i to wyjątkowo donośnie. Tak czy owak - wielki szacunek za profesjonalne podejście do występu i do fanów.
Różnicą - w porównaniu z pierwszymi dwoma występami w Polsce - był nieco zmieniony skład zespołu towarzyszącego Angelo. Poza nim samym pojawiła się oczywiście jego żona Kira, do tego bez zmian pozostała sekcja rytmiczna - Jens oraz Florian. Zabrakło znanego fanom Kelly Family Mathiasa Kraussa na klawiszach (zastąpiła go Kira), a na gitarze prowadzącej wystąpił Kay (w Krakowie - Claus Fischer i Hanno Busch). Jak wcześniej mówił mi Angelo, ciągłe zmiany w zespole są dla niego dość trudne, bo każdy z muzyków musi spełniać dwa wymagania: po pierwsze, posiadać odpowiednie umiejętności techniczne, a po drugie, pasować do reszty zespołu pod względem osobowości, poczucia humoru itd. - w końcu przez długi czas muzycy są ze sobą prawie non-stop i jak powiedział Angelo, są prawie jak rodzina. Nowi muzycy to także dodatkowe próby i przygotowania, ale i nowe pomysły i aranżacje. Tak czy owak, w czasie występu we Wrocławiu zespół wyglądał na bardzo zgrany, a występ był chyba bardziej rockowy niż poprzednie także ze względu na to, że przez większość piosenek sam Angelo nie tylko śpiewał, ale i grał na gitarze.
Repertuar zaprezentowany w sobotni wieczór stanowił mieszankę kilku starszych piosenek ("New Morals", "I Wish The Very Best"), utworów z obu solowych płyt (jak "Hello", "Thy Will Be Done", "Child of God" z albumu "I'm Ready" i "Finally One", "Returned", "Farewell", "Since You're There", "Love is All"). Pojawiły się jednak również nowe piosenki, takie jak "Smile For The Picture" czy "Dance" - napisana dla malutkiej córeczki Angelo i Kiry, Emmy, która ma półtora roczku, bardzo lubi tańczyć i ciągle każe Angelo sobie coś grać/śpiewać. Widać było, że fantastycznie bawiła się zarówno publiczność (co staje się już tradycją na polskich koncertach), ale i zespół. Było głośno, radośnie, entuzjastycznie - Angelo dał się nawet tak bardzo ponieść atmosferze występu, że dość niespodziewanie rzucił się w tłum stojący przed sceną (choć co prawda daleko nie zawędrował, bo wraz z owym tłumem zanurkował w dół...). Jak zwykle odbyły się tradycyjne owacje i przekrzykiwanie (publiczność: "Angelo, Angelo!", Angelo: "Polska, Polska!", publiczność: "Dziękujemy, dziękujemy!"). Nie mogło również zabraknąć szczególnie ciepłego przyjęcia Kiry; w czasie przedstawiania jej Angelo zaczął od razu od jej dziadka-Polaka i nie omieszkał wspomnieć, że sama Kira bardzo lubi w Polsce występować.
W końcu po półtorej godziny muzycy podziękowali za występ, ukłonili się i zeszli ze sceny. Znowu ze strony publiczności rozległo się żądanie wykonania "I Can't Help Myself"; Angelo, który po chwili powrócił na scenę, roześmiał się tylko i poprosił o pomoc, bo jak sądził, z jego głosem wykonanie tego utworu może być trudne. Wiadomo jednak było, że nie ma o co prosić, bo piosenkę od początku do końca i tak wykonali fani. Potem na scenę wróciła reszta zespołu, a Angelo w międzyczasie opowiedział anegdotę z koncertu, jaki wraz z rodziną grali dla papieża Jana Pawła II. Jak powiedział, papież był strasznie zabawnym człowiekiem, bo podczas gdy po występie muzycy mieli szybko przed nim uklęknąć i odebrać błogosławieństwo, nagle - pomimo ponagleń otaczających go duchownych - zaczął wypytywać kilkuletniego wówczas Angelo o Irlandię, wspominając, że jest to piękny kraj. Po ostatnim utworze zespół ostatecznie pożegnał się z publicznością, a Angelo - ku ogromnej radości fanów - zapowiedział, że za chwilę przyjdzie robić sobie z nimi zdjęcia i podpisywać autografy, choć z góry ostrzega, że każdy robi to na własną odpowiedzialność, godząc się tym samym na kontakt z rozsiewanymi przez niego zarazkami. Niedługo potem faktycznie wrócił przed scenę i jak zwykle tak długo pozostawał do dyspozycji fanów, aż każdy miał zdjęcie i autograf. Trzeci solowy występ Angelo w Polsce przeszedł do historii i należał chyba do najlepszych koncertów Kelly Family (i jego członków) w naszym kraju.
Już niedługo kolejne materiały z koncertu!
Tekst i zdjęcia: Kellyfamily.pl - prawa autorskie zastrzeżone. Rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione!
#